Reklama
Rozwiń
Reklama

Netflix w przyszłym roku?

Najwcześniej w 2016 roku polski widz będzie mógł korzystać bez problemu z biblioteki popularnego amerykańskiego internetowego serwisu wideo, znanego dzięki serialowi „House of Cards”. Choć Netflix jest już obecny w wielu krajach Europy, według prezesa Reeda Hastingsa musi sobie odpowiedzieć jeszcze na pytanie, czy i na jaki sukces może liczyć w naszym kraju.

Publikacja: 20.08.2015 15:14

Netflix w przyszłym roku?

Foto: Bloomberg

Netflix, bo o nim mowa, rozpoczął działalność w 1997 r. w Stanach Zjednoczonych, gdzie początkowo wypożyczał filmy wysyłając je klientom e-mailem (nadal prowadzi ten biznes, sporo na nim zarabiając). W 2007 r. zmienił sposób dostarczania wideo na technologię streamingu, a w 2010 r. zaczął – od Kanady - ekspansję zagraniczną. W 2011 r. zaistniał w Ameryce Łacińskiej, w 2012 r. w Irlandii i Wielkiej Brytanii, a także w Finlandii, Danii, Szwecji i Norwegii. W  2013 r. pojawił się w Holandii, rok później w Niemczech, Austrii, Szwajcarii i Francji, Belgii oraz Luksemburgu. Kolejne projekty odpala zwykle we wrześniu.

 

- W pozostałej części roku, trzymając się naszej globalnej strategii, planujemy start na dodatkowych rynkach, w tym w Japonii, Hiszpanii, Portugalii i  Włoszech. Do końca roku nic więcej się nie wydarzy – powiedział analitykom w połowie lipca podczas telekonferencji poświęconej wynikom finansowym półrocza Reed Hastings, prezes Netfliksa.

Pytany przez Richa Greenfielda z biura maklerskiego BTIG, czy któryś z planów zakrojonych na kolejny rok może nie wypalić Hastings wyraził nadzieję, że w 2016  r. Netflix ruszy z usługami na „wszystkich innych rynkach świata”.

 

Reklama
Reklama

Dodał jednak też: - Ale jednak w przypadku Chin mamy nadal kilka kwestii do przeanalizowania. Więc przypuszczam, że to możliwe (że do debiutu tam w przyszłym roku nie dojdzie – red.). Ale co do reszty świata, jesteśmy prawie pewni, że ruszymy.

- I będziemy też musieli zobaczyć, jakie wyniki możemy odnieść w Polsce i jakie wyniki możemy uzyskać w Indonezji. Przed nami jeszcze dużo pracy – kontynuował Hastings.

Choć szef Netfliksa na temat wejścia do Polski najwyraźniej nie powiedział ostatniego słowa, to według naszych informacji jej technologiczne zaplecze szykowane jest od ubiegłego roku (umów jeszcze nie podpisano), a według doniesień polskich blogerów i społeczności fanów serwisu na FB, powstaje polskojęzyczna wersja serwisu. Ktoś już widział na niej napis zapowiadający, że ruszy wkrótce. To było w weekend. Napisała o tym gazeta.pl i inne media.

Dziś adres WWW.netflix.pl ponownie łączy użytkownika ze stroną globalną, na której widnieje napis: „Nie jesteśmy jeszcze obecnie w twoim kraju. Zostaw adres e-mail, powiadomimy cię kiedy ruszamy”. Niewykluczone, że liczba adresów, które pozyska w ten sposób amerykańska firma, będzie jednym z argumentów „za” lub „przeciwko” pojawieniu się w Polsce.

 

Netflix ma powody aby się wahać. Polacy nie lubią płacić za treści w Internecie, a platforma nie jest bezpłatna. W ubiegłym roku statystyczny użytkownik z grupy 63,2 mln widzów płacił w ub.r. firmie 7,26 dolary miesięcznie (27 zł). 

Reklama
Reklama

W Europie dostęp do treści Netflixa jest droższy niż ta średnia i… drożeje. Jeszcze w poniedziałek kosztował 8,99 euro, a od wtorku jest to 9,99 euro (około 40 zł) miesięcznie. To cena za możliwość odbioru treści na dwóch urządzeniach w rozdzielczości HD. Podwyżka jest wprawdzie nieznaczna, ale po roku także starszych stażem użytkowników. Netflix, który już podnosił ceny w 2011 r. i 2014 r.,  tłumaczy, że chce poszerzyć bibliotekę programów, dodając do niej więcej widowisk i filmów.

Netflix oferuje głównie rozrywkę – filmy, seriale, czy telewizyjne show. Najbardziej znany jest z produkcji serialu „House of Cards”, traktującym o zgniliźnie przenikającej kręgi polityczne najwyższego szczebla. Serial ten, widziało już wielu widzów w Polsce: czy to „podszywając się” pod mieszkańców USA dzięki mechanizmowi tunelowania, czy to korzystając ze stron dystrybuujących treści z naruszeniem praw autorskich, czy też w płatnych telewizjach: kablówkach i platformach satelitarnych.

Czy inne programy i filmy, które lub będzie miał w bibliotece będą w stanie zawojować polskich widzów i odciągnąć ich od linearnej telewizji, szkodząc tym samym dojrzałym biznesom Zygmunta Solorza-Żaka (Grupa Polsat), Scrippsa (TVN), czy publicznej Telewizji Polskiej i rosnącym w liczbę kanałom tematycznym? Na ten temat zdania są podzielone.

 

Amerykanom spodobało się, że mają alternatywę dla kablówek, z których usług nie zawsze byli zadowoleni oraz to, że firma Hastingsa nie daje się telekomunikacyjnym gigantom, szukając tanich lub wręcz bezpłatnych sposobów na wpuszczenie treści do internetowej sieci.

Część ekspertów uważa, że tak zbudowany etos Netfliksa i fakt, że na platformie nie ma reklam, a ulubione seriale z amerykańskich wytwórni można zobaczyć w dniu premiery, a nie po tygodniach, czy nawet miesiącach – zjedna mu rzesze zwolenników.

Reklama
Reklama

Inni sądzą, że bez polskich filmów i innego typu produkcji w bibliotece Netflix pozostanie niszowym graczem, obok wielu innych internetowych wypożyczalni, działających już w polskim Internecie. Należą do nich Vod.pl (Grupa Onet, Ringier Axel Springer), Player.pl (TVN, Scripps), czy ipla tv (Grupa Polsat).

Twórcy Netflixa uważają, że niektórzy operatorzy telekomunikacyjni woleliby aby w ogóle się nie rozwijał, a niektórzy, skoro nie ma innego wyjścia, wolą aby rozwój ten następował pod ich zdalną kontrolą. To m.in. dlatego z poziomu dekoderów wielu dostawców płatnej telewizji jak Dish (w USA), Virgin (w Wielkiej Brytanii to część grupy Liberty Global, do której należy w Polsce kablówka UPC), Telusa (w Kanadzie), czy Orange (we Francji) użytkownicy mogą korzystać z Netfliksa.

Jaki model wejścia na polski rynek przyjmie Netflix, samodzielnie, czy w kooperacji z jednym lub kilkoma operatorami detalicznymi, np. UPC, czy Orange – pozostaje pytaniem otwartym.  - W Polsce jest kilku operatorów, którzy mają platformy zapewniającą dystrybutorom treści dostęp do sieci o wysokiej jakości. Ma ją na przykład Netia (CDN, Content Delivery Network). Aby dotrzeć jednocześnie z programem dobrej jakości do dużej rzeszy widzów, dostawca musi usługę takiej platformy wykupić. To nie jest sprzeczne z zasadą neutralności sieci, a gwarantuje dostępność kontentu w płynny sposób w sieci operatora. Natomiast można pójść dużo dalej w zakresie tego partnerstwa. Nie tylko sprzedawać usługi OTT, ale też poprzez sieć dystrybucji, relację z klientem danego operator – przekonywał niedawno w rozmowie z serwisem rpkom.pl Mirosław Godlewski, niegdyś prezes operatora Netia, a dziś doradca w Boston Consulting Group.

W 2014 r. przychody Netflixa sięgnęły 5,5 mld dol. (w przeliczeniu dziś ponad 20 mld zł). Na czysto grupa zarobiła 267 mln dol. (nieco ponad 1 mld zł). Na nowojorskiej giełdzie akcje internetowej telewizji warte są według danych Bloomberga 195 mld zł.

Media
Wielkie problemy internautów w Rosji. Kreml tworzy własną sieć pod kontrolą KGB
Media
Nowa odsłona „Rzeczy o Polityce”. Znakomita publicystyka w odświeżonej formule
Media
Inwestor-aktywista wtrąca się do przejęcia Warner Bros. Discovery
Media
„Rzeczpospolita” najbardziej opiniotwórczym medium prasowym 2025 r.
Materiał Promocyjny
Historyczne śródmieście Gdańska przyciąga klientów z całego kraju
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama