Reklama

Paulina Florjanowicz: Polskie muzea straciły sporo obrazów i grafik już po wojnie

Nie wiemy, jaka jest rzeczywista skala strat w polskich muzeach po 1945 r. To wymaga dalszych badań – mówi dr Paulina Florjanowicz, dyrektorka Narodowego Instytutu Muzeów.

Publikacja: 09.01.2026 04:30

Paulina Florjanowicz: Do lat 60. XX w. nie było przepisów, które regulowałyby kwestie ewidencjonowan

Paulina Florjanowicz: Do lat 60. XX w. nie było przepisów, które regulowałyby kwestie ewidencjonowania i przemieszczania dzieł sztuki

Foto: PAP/Rafał Guz

Czy w Polsce mógłby się zdarzyć taki skok jak w paryskim Luwrze, który został okradziony z cennej kolekcji?

Trzeba zaznaczyć, że nasze zbiory zostały przetrzebione w czasie wojny, dlatego nie posiadamy tak cennych kolekcji. Ale zarazem też nasze poważne podejście do kwestii bezpieczeństwa wynika z tego samego faktu gigantycznych strat, jakie polska kultura poniosła. Narodowy Instytut Muzeów jest chyba jedyną instytucją w Europie, która ściśle współpracuje z muzeami przy wszystkich planach ochrony i zabezpieczenia. Są one z nami uzgadniane i z pełną odpowiedzialnością mogę powiedzieć, że kwestie bezpieczeństwa są tak dla nas, jak i muzeów kluczowe. Zatem taki przypadek nie powinien mieć miejsca.

Wydawać by się mogło, że muzea powinny być miejscami bezpiecznymi dla zabytkowych obiektów. Jednak chyba nie zawsze tak było – taki wniosek płynie z projektu badawczego „Decorum” prowadzonego przez NIM. W latach 1945-1989 kilka zbadanych placówek muzealnych utraciło co najmniej 292 obiektów. Co się z nimi stało?

Ten projekt był prowadzony pilotażowo. Chodziło o to, aby poznać faktyczny stan wiedzy o zbiorach, które w okresie PRL były wypożyczane do celów niemuzealnych. W 2023 r. zaprosiliśmy do projektu łącznie dziesięć muzeów, z czego w wersji pilotażowej brały udział trzy: Muzeum Narodowe w Warszawie, Łazienki Królewskie oraz Pałac w Wilanowie, ponieważ do lat 90. XX w. tworzyły one jedno muzeum. Chcieliśmy sprawdzić, jak są wykorzystywane muzealia w celach niemuzealnych i jakie były tego efekty. Wszystko zaczęło się w Muzeum Narodowym w Warszawie, bowiem to jego długoletni dyrektor Stanisław Lorentz był zwolennikiem tego, aby dzieła ze zbiorów muzealnych wypożyczać do różnego rodzaju urzędów, instytucji. Uważał, że wynika to wręcz z realizacji zadań statutowych muzeów. Nasza praca pokazała, że często takie wypożyczenia kończyły się tym, że wiele obrazów i grafik nigdy do muzeów nie powróciło.

Czytaj więcej

Robert Kostro: Co Niemcy mają jeszcze w swoich archiwach?

Eksponaty grały w filmach i teatrach telewizji, np. te z kolekcji Muzeum Narodowego w Gdańsku wypożyczono do serialu „Czarne Chmury” i epickiego dzieła Aleksandra Forda „Krzyżacy”.

Niekiedy nie zdajemy sobie sprawy, oglądając filmy historyczne, kostiumowe z tego okresu, że część rekwizytów była oryginalna. Muzea nie miały możliwości „postawienia się”, bo decyzje były podejmowane przez władzę polityczną, przez ówczesną partię. Muzea słały potem monity do instytucji, które wypożyczały eksponaty o ich zwrot, albo choćby o dopuszczenie do nich konserwatorów, żeby sprawdzili, jaki jest stan tych dzieł. Ale większość monitów pozostawała bez odpowiedzi.

Badanie „Decorum” było ograniczone. Chociażby Muzeum Narodowe w Warszawie ograniczyło swe poszukiwania do dzieł malarstwa i rysunku, Muzeum Narodowe w Poznaniu do strat poniesionych w obrębie kolekcji malar­stwa polskiego i obcego oraz mebli. Możemy zatem założyć, że strat było o wiele więcej, niż wykazał to pilotaż?

Tak. Chociażby przez fakt – co zostało opisane w raporcie – że pilotaż był prowadzony pod presją czasu. Myśmy ten projekt mogli realizować dzięki uzyskanej w 2023 r. dotacji od Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego tylko przez rok. Dlatego siłą rzeczy muzea biorące udział w projekcie nie sięgnęły do wszystkich kategorii zbiorów. Zatem wnioski końcowe opierają się na podstawie przebadanej próbki. Należy się spodziewać, że w rzeczywistości problem jest szerszy i z całą pewnością wymaga dalszych badań w ujęciu historycznym. Po drugie – i to też był cel tego projektu – powinny zostać wypracowane wytyczne dla muzeów w zakresie prowadzenia tego rodzaju badań nad swoimi zbiorami.

Reklama
Reklama

Jakie najciekawsze obiekty „wyparowały” z muzealnych kolekcji? Powszechnie znana jest kradzież z Muzeum Narodowego w Gdańsku w 1974 r. tonda autorstwa Pietera Bruegla „Kobieta przenosząca żar” i rysunku Antoona van Dycka „Ukrzyżowanie”.

Są takie dzieła, które może nie tyle „wyparowały”, ile my dopiero teraz się dowiadujemy, co się z nimi stało. Np. obraz Witolda Zacharewicza „Martwa natura z ho­marami” został wypożyczony do ambasady polskiej w New Delhi w 1962 r. z Muzeum Narodowego w Warszawie. Po wykryciu zaginięcia rozpoczęto jego poszukiwania. Prze­szukano siedzibę ambasady, mieszkania pracowników oraz konsulaty w Bombaju i Kalkucie. W czasie prowadzonego dochodzenia się okazało, że w 1969 r. w New Delhi przebywała delegacja z Ministerstwa Kultury i Sztuki PRL z oficjalną wizytą w celu podpisania umowy kulturalno-naukowej z Indiami. Delegacja przywiozła dla strony indyjskiej szereg upominków. Przy rozdziale upominków ówczesny komunistyczny minister Lucjan Motyka zdecydował, że wręczy ministrowi oświaty Indii obraz Zacharewicza, stanowiący własność muzeum. Dzieło zostało zdjęte ze ściany i przekazane jako prezent. Obrazuje to, z jaką nonszalancją władza obchodziła się ze zbiorami publicznymi.

Na liście strat są prawdziwe perełki, np. Muzeum Narodowe w Krakowie utraciło olej na płótnie Włodzimierza Tetmajera „Łan pszenicy” o wymiarach 100 cm na 145 cm, który został wypożyczony w mar­cu 1945 r. przez Biuro Prezydium Miasta Krakowa do Pałacu pod Baranami przy Rynku Głównym. Czy ten obraz jest w ogóle poszukiwany?

O to trzeba pytać resort kultury, ponieważ on prowadzi bazę dzieł skradzionych i wywiezionych z kraju niezgodnie z prawem. Z naszego badania wynika, że tylko niewielka część obiektów zaginionych została zgłoszona do tej bazy w latach 90. XX w. Co ciekawe, często były one zgłaszane jako zaginione w okresie II wojny światowej. W ten sposób dokumentowano fakt zaginięcia jakiegoś dzieła. Dlatego badając i poszukując strat wojennych, trzeba także sprawdzać, czy aby te dzieła nie zaginęły w okresie późniejszym.

Czytaj więcej

Gdzie zaginęły bezcenne dokumenty Rzeczypospolitej? Trop urywa się w Watykanie

Co było przyczyną braku kontroli zbiorów muzeal­nych i innych obiektów? Brak przepisów?

Tak, do lat 60. XX w. nie było przepisów, które regulowałyby kwestie ewidencjonowania i przemieszczania dzieł sztuki. Dopiero w 1962 r. Ustawa o ochronie dóbr kultury wskazała, że w ramach zadań muzea m.in. inwentaryzują, ka­talogują i naukowo opracowują zgromadzone muzealia i materiały do­kumentacyjne. Wcześniej wprawdzie obowiązywało rozporządzenie ministra kultury i sztuki z 14 stycznia 1947 r. w sprawie rejestracji dzieł sztuki plastycznej oraz przed­miotów o wartości artystycznej, historycznej lub kulturalnej, ale diabeł tkwił w szczegółach. Inwentarze tworzone były bez wcześniejszej dokumentacji, nie były też przestrzegane działania związane z dokonywaniem skontrów, czyli komisyjnej kontroli zgodności wpisów dokumentacji ewidencyjnej ze stanem faktycznym zbiorów, co jest obowiązkiem muzeów, bo only w ten sposób można wykazać, co faktycznie w zbiorach się znajduje. W wielu przypadkach ewidencję przepisywano z dokumentacji sprzed kilku lat, bez sprawdzenia, czy faktycznie obiekt jest w muzeum.

Czy zaginione obiekty pojawiały się w ofertach polskich i zagranicz­nych antykwariatów i domów aukcyjnych?

Pojawiały się w czasach PRL w Europie Zachodniej na aukcjach, mimo że wiadomo było, że powinny znajdować się w muzeach. Niektóre obiekty trafiały np. do Desy. Dlatego w tym zakresie pole badawcze jest naprawdę ogromne.

Jedna z rekomendacji dla muzeów wskazuje, że powinny zgłaszać fakt zaginięcia obiektów, również wykreślonych wiele lat temu, do Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego oraz NIM, a następnie obiekty te powinny być rejestrowane w krajowym wykazie zabytków skradzionych lub wywiezionych za granicę niezgodnie z prawem. Czy to oznacza, że tak się nie dzieje?

Teraz tak się dzieje, to jest wręcz obowiązek muzeów, bo wynika z przepisów. Dzieje się tak nawet wtedy, gdy obiekt widnieje jako zaginiony, a pojawia się jakiś ślad, że był w inwentarzu, ale faktycznie na terenie muzeum go z jakiegoś powodu nie ma. Cały czas jednak w tym zakresie jest jeszcze wiele do zrobienia, bo na przestrzeni dziesięcioleci los poszczególnych muzealiów nie był skrupulatnie monitorowany. Trudno mi jest powiedzieć, jaki procent dzieł, które zaginęły kilkadziesiąt lat temu, został zgłoszony, a przede wszystkim, co się dalej z tymi zgłoszeniami działo. Nasz projekt pokazał, że w tym zakresie jest dużo do zrobienia i muzea są na to gotowe. Stąd taka rekomendacja.

Reklama
Reklama

Czy takie badania powinny być kontynuowane i objąć okres po 1989 r.? Bo odnoszę wrażenie, że w zasadzie nie znamy rzeczywistej skali strat.

Absolutnie powinny być kontynuowane, ale także dokończone powinno zostać badanie okresu do 1989 r. Bo myśmy zainicjowali proces badawczy, w którym wzięło udział kilkudziesięciu badaczy: muzealników i archiwistów. Po 1989 r. skala strat, moim zdaniem, była znacząco mniejsza, ale nie pokusiłabym się o jej określenie, po prostu nie mamy na ten temat wystarczającej wiedzy. Ufam, że w przypadku zaginięć po 1989 r. były one na bieżąco zgłaszane odpowiednim służbom. Chętnie byśmy ten projekt kontynuowali, ale to wymaga odpowiednich nakładów finansowych.

Nie jest pani w stanie oszacować strat po 1989 r., ale cząstkowe dane widzimy w raportach NIK. W czasie kontroli przeprowadzonej w Muzeum Narodowym w Warszawie Izba wskazała m.in., że w latach 2015-2022 w Muzeum Plakatu w Wilanowie zniknęło 133 muzealiów, a do zakończenia badania odnaleziono tylko sześć z nich. W latach 2019-2023, czyli do zakończenia kontroli, przeprowadzono w gmachu głównym Muzeum Narodowego w Warszawie tylko dwa skontra muzealiów. Pierwsze objęto zaledwie 9 973 sztuk muzealiów i stwierdzono 286 sztuk ubytków oraz 50 sztuk braków, czyli 3,3 proc. Gdyby się okazało, że Muzeum Narodowe w Warszawie utraciło te 3 proc. zbiorów z ponad 800 tys. posiadanych obiektów, to mówilibyśmy nawet o stracie kilkunastu tysięcy zabytków. Oczywiście to jest moja spekulacja. Niemniej nie są to drobiazgi.

Tym bardziej że kontrola NIK była bardzo drobiazgowa i we wnioskach pokontrolnych wskazała, że muzeum musi jednoznacznie ustalić los obiektów i wyjaśnić, co się z nimi stało. Izba wyznaczyła pewne ramy czasowe dyrekcji Muzeum Narodowego w Warszawie do przeprowadzenia tego procesu. Musimy poczekać na wyniki tych badań.

Paulina Florjanowicz

Paulina Florjanowicz

Foto: mat. pras.

Rozmówczyni

Paulina Florjanowicz

Doktor nauk humanistycznych w dziedzinie archeologii, absolwentka Uniwersytetu Warszawskiego. W latach 2003-2005 pracowała w Narodowym Centrum Kultury, a później w Narodowym Instytucie Dziedzictwa (w latach 2010-2013 była jego dyrektorem) i w Narodowym Instytucie Muzealnictwa i Ochrony Zbiorów. Od 2016 r. była dyrektorem Departamentu Dziedzictwa Kulturowego w Ministerstwie Kultury i Dziedzictwa Narodowego. Odpowiadała za nadzór nad sektorem muzealnym oraz polityką pamięci. Współautorka i koordynatorka Programu Wieloletniego „Niepodległa". Jest członkiem Międzynarodowego Komitetu Międzynarodowej Rady Muzeów (ICOM) ds. Bezpieczeństwa Muzeów (ICMS) i Zarządzania Muzeami (INTERCOM). Od 2023 r. jest dyrektorem Narodowego Instytutu Muzeów 

Polityka
Kontrowersyjna decyzja minister kultury, w środowisku muzealników wrze
Społeczeństwo
Wojciech Piotrowicz: Jak w 2026 roku ominąć kryzys, oswoić strach i nie być słabym graczem?
Polityka
Czy samolot spadł po wybuchu gaśnicy? Bliscy polskich ofiar nadal walczą o prawdę
Społeczeństwo
Co czeka zagraniczne oddziały Instytutu Pileckiego
Historia Polski
Robert Kostro: Co Niemcy mają jeszcze w swoich archiwach?
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama