Najważniejsze zdanie tegorocznego przemówienia szefa MSZ o priorytetach polskiej dyplomacji padło w Sejmie dopiero po trzydziestu paru minutach. Ale było jednoznaczne. – Z naciskiem chciałbym powiedzieć w tym miejscu: priorytetem działań naszego rządu jest naprawa Unii Europejskiej, a nie jej demontaż. Powrót do Europy egoizmów narodowych byłby równie szkodliwy jak utopie integracyjne – powiedział Witold Waszczykowski.
W zachodnich mediach polski rząd sam jest często określany jako „nacjonalistyczny" i „populistyczny". Ale Brexit, obawy co do strategii, jaką obierze Donald Trump, niepewny wynik tegorocznych wyborów we Francji, Holandii, a nawet Niemczech, najwyraźniej skłania szefa MSZ do modyfikacji dotychczasowej linii działania.
Przykład przyszedł zresztą z góry. We wtorek Jarosław Kaczyński obiecał Angeli Merkel, że Polska przyłoży się do wypracowania kompromisowej deklaracji programowej na 60. rocznicę powołania wspólnot europejskich. W czwartek, już w formie o wiele bardziej uroczystej, powtórzył to w Sejmie Waszczykowski: Wierzę, że nowy kompromis polityczny dotyczący przyszłości Unii jest możliwy do osiągnięcia.
Minister zasygnalizował co prawda, że celem pozostaje ograniczenie kompetencji Brukseli i zmiana unijnych traktatów, ale w dalekiej perspektywie: Nie wykluczamy, że na fundamencie czterech swobód trzeba będzie zbudować nową Unię w oparciu o nowy traktat.
Znacznie wcześniej Polska będzie chciała włączyć się w budowę europejskiej obronności, a także zaangażuje się w debatę na temat budżetu UE po 2020 r. – od czego zależy dalszy rozwój kraju.