To ze Strefy Gazy Hamas przeprowadził spektakularny atak na Izrael niemal trzy lata temu. Bezprecedensowa masakra obywateli państwa żydowskiego sprowokowała bezprecedensowy odwet Izraela. Zabito ponad 71 tys. Palestyńczyków, a cały zamieszkany przez ponad 2 mln Palestyńczyków obszar został przekształcony w 68 mln ton gruzu.  

Reklama
Reklama

Sam atak Hamasu i jego związki z Teheranem przyspieszyły przygotowywany od dawna projekt ataku na Iran. Doszło do niego w czerwcu ubiegłego roku. Druga, trwająca jeszcze wojna była majstersztykiem w wykonaniu premiera Beniamina Netanjahu, który zdołał przekonać Donalda Trumpa do wzięcia w niej udziału. Zapomniana w ferworze starć o cieśninę Ormuz Gaza jest obecnie morzem ruin. 

Plan Trumpa musi poczekać

Opublikowany niedawno przez Radę Pokoju plan Donalda Trumpa zakłada utworzenie szeregu organów administracji z palestyńskim rządem, czyli Narodowym Komitetem Administrującym Gazą (NCAG) na czele. Miałby ściśle współdziałać z Radą Pokoju. Wszystko pod nadzorem Międzynarodowego Komitetu Weryfikacji (IVC).

Czytaj więcej

Chaotyczne pomysły Trumpa na Iran. Wojna handlowa może dotknąć pół świata

Miałoby to umożliwić rozpoczęcie odbudowy Strefy, finansowanej z zasobów specjalnego funduszu opiewającego na 400 mln dol. Tak to przynajmniej zdefiniowano w 15-punktowym planie Trumpa. Warunkiem rozpoczęcia wszystkich działań ma być stopniowe rozbrajanie Hamasu, czemu towarzyszyć miałoby wycofywanie się armii Izraela z okupowanej części Strefy Gazy, czyli ok. 60 proc. całego obszaru. 

Cały plan został jednak odrzucony kilka dni temu przez premiera Netanjahu. Oświadczył, że ma obecnie do czynienia z „falą pogłosek o słabości Izraela i wycofywaniu się jego sił na wszystkich frontach”. Skrytykował też zamierzenia amerykańskiej administracji zmierzającej do zakończenia wojen – w Gazie, Libanie oraz z Iranem – bez zgody Izraela.  

Izrael domaga się całkowitego rozbrojenia Hamasu jako warunku wstępnego do rozpoczęcia wycofania z Gazy. Nie chce o tym słyszeć Hamas, co stawia pod znakiem zapytania cały plan Trumpa. 

Odmowa Netanjahu jest ciosem dla prezydenta USA. Stojąc w obliczu listopadowych wyborów uzupełniających do Kongresu dąży usilnie do negocjacji z Iranem, aby doprowadzić przynajmniej do otwarcia cieśniny Ormuz. Z kolei dla Netanjahu wycofanie sił z Gazy jest nie do przyjęcia przed zapowiadanymi na 27 października wyborów do Knesetu. Czyni nadludzkie wysiłki, aby uniknąć porażki w sytuacji procesu o korupcję i żądań ustalenia jego odpowiedzialności za katastrofę 7 października 2023 r. W stosunku do Gazy premier nie ma żadnych politycznych planów. Tak samo zresztą jak jego polityczni przeciwnicy. Przynajmniej w dającej się przewidzieć przyszłości.

Czytaj więcej

Wojna z Iranem: Trump i Teheran mają problem, Netanjahu nie ma nic do powiedzenia

Rozejm jak wojna

Oznacza to, że w Gazie wszystko pozostaje po staremu. Od jesieni ubiegłego roku obowiązuje zawieszenie broni pomiędzy Hamasem a Izraelem. Czysto teoretycznie, gdyż od tego czasu wskutek izraelskich bombardowań zginęło ponad tysiąc Palestyńczyków. Liczba ofiar wśród ludności cywilnej w Ukrainie była w tym okresie ponad dwa razy większa, ale w warunkach pełnoskalowej wojny. 

Mieszkańcy Gazy skazani są więc na koczowanie wśród gruzów oraz na polach namiotowych w skandalicznych warunkach. Pomoc humanitarna jest niewystarczająca, szpitale w gruzach, benzyna na wagę złota. Działa jednak coś w rodzaju kafejek internetowych, jest połączenie ze światem. Niepodzielną władzę sprawuje nadal Hamas, którego uzbrojeni bojownicy przemieszczają się na terenowych Toyotach demonstrując swe panowanie, tak jak przed atakiem na Izrael.  

Na papierze pozostaje wizja Jareda Kushnera, zięcia Trumpa, zaprezentowana podczas ostatniego Światowego Forum Ekonomicznego w Davos, zakładająca odbudowę Gazy od podstaw z wieżowcami, centrum danych, nadmorskimi kurortami, parkami, obiektami sportowymi, nowoczesnym lotniskiem oraz nieodłączną Trump Tower. Prawdę mówiąc, w realizację takiej wizji nikt w Izraelu nie wierzy. Przede wszystkim dlatego, że zakłada powstanie quasi-państwa palestyńskiego. 

Czytaj więcej

Izraelski dziennikarz: Robimy w Gazie straszne, straszne, straszne rzeczy

Konsensus po izraelsku

Sytuacja w Gazie, Libanie czy wojna z Iranem nie są zasadniczymi tematami kampanii wyborczej w Izraelu.

– W tych sprawach panuje konsensus. Najważniejsze ugrupowania polityczne są zgodne, że walka z Hamasem, Hezbollahem oraz Iranem nie została zakończona i wymaga kontynuacji, bez względu na stanowisko USA. Przy takim założeniu trudno o wielką dyskusję – mówi „Rzeczpospolitej” Icchak Klein z prawicowego think tanku Kohelet Policy Forum. 

Zgodność poglądów jest szczególnie widoczna w kwestii palestyńskiej. – Wszelkie rozważania na temat powstania państwa palestyńskiego stały się bezprzedmiotowe po ataku Hamasu na Izrael – argumentuje Klein. Dodaje, że przedwyborcza walka polityczna koncentruje się na sprawie haredim, liczącej ok. 1,5 mln obywateli Izraela społeczności ortodoksyjnych Żydów, nieprzystosowanych do funkcjonowania w nowoczesnym społeczeństwie, lecz cieszących się licznymi przywilejami, jak np. zwolnienie ze służby wojskowej.

Polityczny obóz Netanjahu przeforsował niedawno ustawę utrzymującą wyłączenie młodych haredim ze służby wojskowej, licząc na głosy tej społeczności. Tymczasem tworzony sojusz kilku partii opozycyjnych pod wodzą generała i byłego szefa sztabu Gadi Eisenkota opowiada się za gruntowną zmianą statusu haredim. Byłby to rewolucyjny krok w historii państwa żydowskiego, lecz niemający wpływu na obecne wydarzenia.  

Z licznych sondaży wynika, że oba sojusze partyjne walczące o zdobycie większości w 120-osobowym Knesecie mogą nie uzyskać przewagi w parlamencie. Jeżeli tak będzie, Netanjahu stanie na czele rządu tymczasowego do kolejnych wyborów, zachowując pełnię władzy wykonawczej, w tym uprawnienia do inicjowania działań zbrojnych. 

Czytaj więcej

Ambasador Izraela: Jestem pewien, że nasza armia nie dopuszcza się ludobójstwa

Chatham House, renomowany brytyjski think tank, nie wyklucza nawet, że w takiej sytuacji Netanjahu doprowadzić może do eskalacji konfliktu na frontach wojen w regionie, nie wyłączając Iranu, bez liczenia się ze zdaniem prezydenta Trumpa. Izraelskie media piszą o przyznaniu przez Netanjahu, w roli szefa Likudu, miejsca na liście wyborczej swej partii jednemu z izraelskich biznesmenów, który zasłynął wpisem na platformie X. Określił w nim Trumpa jako „osobę moralnie skorumpowaną”. Ma to wyrażać obecny stosunek premiera Izraela do prezydenta USA.