Reklama
Rozwiń
Reklama

Zawał serca: Złota godzina do pracowni

Polska wysunęła się na pozycję lidera w dostępie pacjentów do interwencyjnego leczenia zawałów.

Publikacja: 04.09.2018 01:00

Zawał serca: Złota godzina do pracowni

Foto: AdobeStock

W 2017 r. w Polsce działało 161 pracowni hemodynamicznych pełniących całodobowy dyżur dla pacjentów z ostrymi zespołami wieńcowymi. To sprawia, że jedna pracownia przypada na 239 tys. mieszkańców. Ich równomierne rozmieszczenie na mapie Polski sprawia, że wszyscy chorzy z zawałem są w stanie dotrzeć do pracowni w ciągu tzw. złotej godziny od wystąpienia objawów.

Kardiolodzy podkreślają, że ważne jest, by tacy chorzy byli transportowanie do pracowni bezpośrednio z miejsca rozpoznania zawału, a nie za pośrednictwem szpitalnych oddziałów ratunkowych w szpitalach, bez możliwości diagnostyki inwazyjnej.

Tak gęsta sieć pracowni powstała m.in. dzięki zaangażowaniu prywatnych inwestorów. Kiedy rozwiązania legislacyjne pozwoliły na kontraktowanie świadczeń zdrowotnych z zakresu kardiologii interwencyjnej w podmiotach prywatnych, w Polsce zaczęły powstawać pracownie hemodynamiczne.

Koszty nowoczesnych, bardzo drogich pracowni przekraczały możliwości zarówno publicznego płatnika, jak i samorządów. Świadomi tego inwestorzy budowali je w miejscach na tyle oddalonych od dużych ośrodków, by z każdego miejsca można było dotrzeć do pracowni hemodynamicznej w podobnym czasie.

Dzięki temu liczba zabiegów przezskórnej angioplastyki wieńcowej (PCI) wzrosła od 2002 do 2015 r. aż o blisko 262 proc. (z 34,5 tys. do 124,8 tys.), a koronarografii o 133 proc. (z 85 tys. do 221,6 tys.), potem zaczęła nieco spadać.

Reklama
Reklama

W 2017 r. wykonywano 2983 zabiegi PCI i 5153 koronarografie na milion mieszkańców. – Gęsta sieć pracowni hemodynamicznych, w których dyżurują świetnie wyszkoleni lekarze, powoduje, że polski system leczenia chorych z zawałem serca podawany jest za wzór nie tylko w Europie, ale i na świecie.

Jesteśmy trzecim krajem w Europie, po Holandii i Austrii, pod względem liczby pierwotnych angioplastyk. Dostępność interwencyjnego leczenia zawału serca spowodowała istotny spadek śmiertelności w tej grupie pacjentów – mówi prof. Wojciech Wojakowski, kierownik III Katedry Kardiologii Śląskiego Uniwersytetu Medycznego w Górnośląskim Centrum Medycznym w Ochojcu, przewodniczący Asocjacji Interwencji Sercowo-Naczyniowych (AISN) Polskiego Towarzystwa Kardiologicznego (PTK).

– Mamy też własny system certyfikacji operatorów – każdy, kto dotyka pacjenta, ma nie tylko specjalizację kardiologii, ale także certyfikat AISN, potwierdzający, że przedstawił udokumentowaną listę zabiegów przeprowadzonych pod kontrolą swojego nauczyciela czy mentora i listę odbytych kursów. Chcemy mieć pewność, że do tej odpowiedzialnej i trudnej pracy dopuszczani są ludzie, którzy wykazują odpowiednie umiejętności i ciągle się kształcą – tłumaczy prof. Wojakowski.

System certyfikacji AISN PTK wprowadziło w 2013 r. Wcześniej zabiegi w pracowni hemodynamicznej wykonywali lekarze ze specjalizacją z kardiologii i ewentualnymi certyfikatami z innych krajów. Dziś certyfikatem AISN może się pochwalić 620 kardiologów, a ich liczba stale rośnie. – W tym roku po raz pierwszy Polak, prof. Dariusz Dudek, został wybrany na funkcję prezesa elekta Europejskiej Asocjacji Przezskórnych Interwencji Sercowo-Naczyniowych (EAPCI).

Pod względem organizacyjnym, naukowym i fachowym polska kardiologia interwencyjna jest dużym sukcesem – podsumowuje prof. Wojakowski. Doskonałe wskaźniki przeżyć i niska – nieprzekraczająca 10 proc. – umieralność pacjentów po zawałach skłoniła naukowców z Narodowego Instytutu Zdrowia Publicznego – Państwowy Zakład Higieny (NIZP-PZH), Śląskiego Uniwersytetu Medycznego (ŚUM), Gdańskiego Uniwersytetu Medycznego (GUMed) i Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego (WUM) do zbadania przeżywalności chorych w pierwszym, drugim i trzecim roku po zawale.

 – Przeanalizowaliśmy dane z Narodowej Bazy Zawałów Serca AMI-PL, Narodowego Funduszu Zdrowia (NFZ), Zakładu Ubezpieczeń Społecznych (ZUS) i Głównego Urzędu Statystycznego (GUS), badając losy chorego po zawale na podstawie jego numeru PESEL. Analizę oparliśmy na kompletnej bazie w żaden sposób nieselekcjonowanych rekordów chorych hospitalizowanych z powodu zawału serca na terenie całego kraju. Dzięki temu dowiedzieliśmy się nie tylko, jaka liczba chorych umiera po roku, dwóch i trzech lat po zawale, ale też jakie zastosowano u niego leczenie, czy po wyjściu ze szpitala był pod kontrolą kardiologa, a także czy jego śmierć miała związek z zawałem.

Reklama
Reklama

Dane dotyczące terapii, ponownej hospitalizacji i zgonów podsumowały więc codzienną praktykę postępowania wobec takich chorych w Polsce oraz jej efekty – mówi współautor raportu dr n. med. Krzysztof Chlebus z I Katedry i Kliniki Kardiologii GUMed, były wiceminister zdrowia. Wyniki analizy, opublikowane w 2014 r. raporcie „Zawały serca w Polsce. Występowanie, leczenie i prewencja wtórna zawałów serca w Polsce” pokazały, że choć w pierwszym roku po zawale umiera 10 proc. chorych, a podobny wynik uzyskują kraje o najwyższym poziomie leczenia, to po trzech latach śmiertelność wśród zawałowców wynosi już 20 proc.

To między innymi te dane skłoniły kardiologów i decydentów do szukania rozwiązań dla optymalnej opieki nad chorym w pierwszym, drugim i trzecim roku po zawale. Eksperci zgodzili się, że potrzebny jest program skoordynowanej opieki nad takim chorym, obejmujący nie tylko leczenie interwencyjne, ale także monitorowanie stanu pacjenta i rehabilitację. Tak powstał program Koordynowanej Opieki Specjalistycznej dla pacjenta po zawale (KOS- -zawał) określał ramy leczenia szpitalnego, rehabilitacji i opieki nad pacjentem w przychodni.

Zdrowie
Choroby zakaźne są groźniejsze dla otyłych. Ryzyko śmierci rośnie drastycznie
Zdrowie
Będą podwyżki dla medyków od 1 lipca? Ministerstwo Zdrowia szykuje zmiany
Zdrowie
Będzie nowy zawód medyczny? Plany ministerstwa budzą sprzeciw
Zdrowie
Krajowa Sieć Onkologiczna pod lupą. Dlaczego pacjenci wciąż nie mają równego dostępu do leczenia?
Zdrowie
NFZ nadal nie zapłacił szpitalom za nadwykonania. Konsekwencje mogą odczuć pacjenci
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama