Jugnauth opisał działania Brytyjczyków mianem "upartych" i "bezwstydnych".
- To naruszenie podstawowych praw człowieka. Nie mogę zrozumieć Wielkiej Brytanii, tego rządu, dlaczego jest tak uparty - powiedział premier Mauritiusa.
Mieszkańcy archipelagu, którzy chcieliby wrócić do domów oskarżają Wielką Brytanię o to, że ta stara się przeciągnąć sprawę do momentu, aż społeczność wysiedlona z archipelagu w latach 1968-1974 wymrze.
Zgromadzenie Ogólne ONZ dało wówczas Wielkiej Brytanii sześć miesięcy na zakończenie procesu przekazania archipelagu Mauritiusowi.
Od czasu, gdy Wielka Brytania przejęła kontrolę nad archipelagiem od swojej byłej kolonii i rozpoczęła wysiedlanie tamtejszych mieszkańców minęło już pół wieku. W 1965 r. Brytyjczycy ogłosili wyspy Brytyjskim Terytorium Oceanu Indyjskiego. Największą wyspę archipelagu, Diego Garcia, wydzierżawili Stanom Zjednoczonym na 50 lat, później umowa została przedłużona na kolejnych 20. USA przekształciły teren w "niezatapialny lotniskowiec", budując tam bazę sił powietrznych, wykorzystywaną w czasach zimnej wojny oraz nalotach na Afganistan i Irak.
- Szkoda, że Wielka Brytania nie zachowuje się uczciwie i rozsądnie, w zgodzie z zasadami prawa międzynarodowego w sprawie archipelagu Czagos - ubolewa premier Mauritiusa.
Prawnik Philippe Sands reprezentujący w całej sprawie rząd Mauritiusa stwierdza jednoznacznie, że odmawiając - wbrew wyrokowi Międzynarodowego Trybunału Sprawiedliwości - mieszkańcom archipelagu powrotu do ich domów, Wielka Brytania dopuszcza się zbrodni przeciwko ludzkości.
Wielka Brytania utrzymuje, że orzeczenie Międzynarodowego Trybunału Sprawiedliwości było błędne. Przeprasza jednak za sposób, w jaki potraktowała mieszkańców archipelagu i obiecuje zwrócić go Mauritiusowi, gdy nie będzie on już potrzebny Wielkiej Brytanii do celów związanych z zapewnieniem bezpieczeństwa.
Wielka Brytania zaczęła też organizować wyjazdy mieszkańców archipelagu Czagos, deportowanych na Mauritius, w rodzinne strony.
- Bojkotuje te podróże. Brytyjczycy chcą kupić nasze milczenie. Dlatego mówimy, że nasza godność nie jest na sprzedaż - mówi Olivier Bancoult, stojący na czele Grupy Uchodźców z Czagos.
- Każdego dnia, jeden po drugim, umieramy. Uważam, że Brytyjczycy czekają, aż wszyscy umrzemy, więc nikt nie będzie domagał się prawa do wysp - mówi 66-letnia Liseby Elyse, która miała 20 lat, gdy Brytyjczycy kazali jej opuścić Czagos.
- Jesteśmy jak ptaki latające nad oceanem, które nie mają gdzie wylądować. Więc będziemy latać, aż umrzemy - mówi z kolei 81-letni Samynaden Rosemond, który opuścił archipelag mając 36 lat.