Reklama
Rozwiń
Reklama

Witold M. Orłowski: tarcza Morawieckiego

Jeśli w pogodną letnią noc spojrzymy w niebo, możemy dostrzec tuż nad południowym horyzontem grupkę gwiazd.

Aktualizacja: 08.04.2020 21:31 Publikacja: 08.04.2020 21:00

Witold M. Orłowski: tarcza Morawieckiego

Foto: Fotorzepa, Jerzy Dudek

To Tarcza Sobieskiego, niewielki gwiazdozbiór ochrzczony w roku 1684 na cześć zwycięzcy spod Wiednia przez znanego gdańskiego astronoma i świetnie prosperującego przedsiębiorcę branży browarniczej Jana Heweliusza.

Dziś również wielu polskich przedsiębiorców rozgląda się dokoła, czekając na odsiecz ze strony państwa. I modląc się tylko o to, by obiecana tarcza Morawieckiego nie okazała się zbyt słaba, a przede wszystkim, by na ujrzenie jej nie trzeba było czekać aż do lata. Bo jeśli nawet oferowana przez nasz rząd pomoc wygląda dość skromnie, to i tak w obecnej chwili większym zmartwieniem jest to, czy pomoc zdąży na czas, by uratować zagrożone firmy i zagrożone miejsca pracy.

Nie wiemy jeszcze, jak wielka będzie skala pandemii, która nawiedziła dzisiaj świat. Bardzo mało prawdopodobne, by zatrzymała się na obecnym poziomie, nie wygląda też na to, by miała się skończyć na jednej fali. Na razie daleko jej jeszcze do dwóch pandemii grypy z ostatniego półwiecza (grypy azjatyckiej i Hongkong), na którą zapadły na świecie setki milionów ludzi. Ale kto wie, może jednak skończy się na strachu (oby!).

Nie ma natomiast wątpliwości co do tego, że obecna pandemia okaże się najbardziej kosztowną chorobą w dotychczasowej historii świata. Niesłychanie wysokie straty, które już obecnie ponosi gospodarka, są zapewne tylko skromnym wstępem do tego, co nas czeka w przyszłości, a konsekwencje kryzysu ciągnąć się będą przez wiele lat.

Rządy większości krajów zachodnich odpowiedziały na wybuch pandemii lockdownem – zamknięciem znacznej części gospodarki po to, by maksymalnie ograniczyć kontakty między ludźmi i przerzucanie się wirusa z jednej ofiary na kolejne. To grozi jednak nie tylko spadkiem produkcji, ale również masowymi bankructwami odciętych nagle od znacznej części przychodów firm i ogromnym wzrostem bezrobocia. W USA, gdzie elastyczny rynek pracy natychmiast reaguje na zmiany koniunktury, w ciągu dwóch tygodni do 6 milionów bezrobotnych dołączyło kolejne 10 milionów, podnosząc stopę bezrobocia z najniższych od półwiecza 3,5 proc. do jednego z najwyższych poziomów od czasów Wielkiego Kryzysu.

Reklama
Reklama

Rządy uznały jednak, że w takiej sytuacji muszą zapobiec gospodarczej i społecznej katastrofie, wykładając na stół takie pieniądze, jak tylko jest to konieczne. Niemcy już zaoferowały pomoc dla przedsiębiorstw i zatrudnionych w wysokości 20 proc. PKB, USA zaczęły od niższego poziomu 10 proc. PKB, ale już debatują nad jego podwojeniem.

Nasza tarcza wygląda przy tych programach bardzo skromnie – choć padały fantastyczne liczby, rzeczywista skala rządowej pomocy zawiera się między 3 a 6 proc. PKB. Ale nie ma co narzekać. Ważne jest przede wszystkim to, by pomoc zaczęła płynąć. O jej zwiększeniu można dyskutować później. Podobnie jak o tym, skąd wziąć na nią pieniądze. Bo kiedy zapobiegliwi Niemcy oszczędzali publiczne pieniądze na cięższe czasy, myśmy je przez ostatnie lata beztrosko przepuszczali.

Witold M. Orłowski, główny doradca ekonomiczny PwC w Polsce, Akademia Finansów i Biznesu Vistula

Opinie Ekonomiczne
Anna Cieślak-Wróblewska: Zdrowy rozsądek wygrywa z chaosem
Opinie Ekonomiczne
Witold M. Orłowski: Końca świata (póki co) nie ma
Opinie Ekonomiczne
Maciej Miłosz: Sukces w NATO ponad podziałami
Opinie Ekonomiczne
Krzysztof Adam Kowalczyk: Komornik przemówi ludzkim głosem. Ale dlaczego tylko on?
Materiał Promocyjny
Historyczne śródmieście Gdańska przyciąga klientów z całego kraju
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama