Przez 17 miesięcy kampanii Trump lansował się jako obrońca spauperyzowanej klasy średniej przed bezwzględnym „establishmentem". Ale już po zwycięstwie najwyraźniej uznał, że czas zdjąć tę maskę.
Wywiadu dla największej audycji informacyjnej Ameryki, „60 Minutes" CBS, postanowił więc udzielić nie w studiach telewizyjnych, lecz we własnym apartamencie na szczycie Trump Tower przy V Avenue. W otoczeniu mieszaniny mebli w stylu Ludwika XIV, pozłacanych kolumienek, replik greckich starożytnych waz i obrazu Auguste'a Renoira. Tak jakby miał za chwilę objąć stanowisko prezydenta jednej z postsowieckich satrapii Azji Środkowej, a nie zostać przywódcą najpotężniejszej demokracji świata.