Od jakiegoś czasu oponenci Prawa i Sprawiedliwości próbują dorobić tej partii gębę formacji prorosyjskiej. Możemy zatem się dowiedzieć, że Jarosław Kaczyński to nadwiślańskie wcielenie Władimira Putina, jego ugrupowanie zaś zamierza poluzować więzi łączące Polskę z państwami Unii Europejskiej i NATO – a w skrajnie pesymistycznych opowieściach nawet wyprowadzić z tych struktur – na rzecz zbliżenia z Moskwą.
To zakrawa na swoisty chichot historii, bo przecież jeszcze w roku 2010 straszono PiS jako partią rusofobiczną. Tymczasem Platforma Obywatelska, odkąd w roku 2007 przejęła ster rządów, postanowiła płynąć z unijnym prądem. Resetowała więc stosunki z Kremlem.