Jednak się zbudziłem. I było to inne przebudzenie, niż wtedy się spodziewałem. Przede mną był ów rok. Rok wielkich nadziei, wielkich oczekiwań i wielkich przemian, które spowodowały, że znów poczuliśmy się ludźmi. Dziś się dziwię pewności, którą wtedy miałem w sobie. Inni się bali, trzęśli ze strachu, nie wierzyli. Ale ja byłem pod tak wielkim wpływem moich mistrzów, że upadek komuny jawił mi się jasno i klarownie, jak koniec jakiegoś niedobrego filmu, z banalnym scenariuszem, w którym wszystko od początku jest jasne. Wiadomo, kto zginie i kto jest sprawcą. Zbrodnia wychodzi na jaw już w pierwszych minutach, a po kolejnych dziesięciu wszyscy wiedzą, że zbrodniarz zostanie złapany.