Reklama

Robert Mazurek: Felieton pożegnalny

To był najgorszy sylwester mojego życia, i to nie dlatego, że nie piłem. Było całkiem znośnie i było nawet sushi, ale oddział onkologiczny w szpitalu dziecięcym to nie jest miejsce najlepszych imprez.
Robert Mazurek: Felieton pożegnalny

Foto: Fotorzepa/Robert Gardziński

Wiem, jak to się kojarzy, lecz nadziei tam akurat nie brakło. Wszyscy się jej kurczowo trzymali i wielu się przecież udało, mojej córce też. I małej Julce spod Płońska, i ślicznej, nastoletniej wtedy Oliwce, której rodzice nie zdążyli nacieszyć się okazałą rezydencją w Konstancinie, w otoczeniu gwiazd i rekinów biznesu, gdy spadła na nich wieść o chorobie córki, i wielu innym. A wtedy wszyscy w to wierzyli. Matki – tej nocy byłem chyba jedynym ojcem na siódmym piętrze Centrum Zdrowia Dziecka – popijały ukradkiem wódkę z sokiem. Nie dla celebracji, raczej dla kurażu albo dla zapomnienia. Ja nie wziąłem nic, chyba że to całkowicie wyparłem z pamięci. Mieliśmy sushi, co wtedy, nim trafiło ono pod dyskontowe strzechy, było namiastką luksusu.

Pozostało jeszcze 82% artykułu

4 zł tygodniowo przez rok !

Promocja dotyczy rocznej subskrypcji pakietu RP.PL z The New York Times.

Autentyczne dziennikarstwo na cały rok.

Kliknij i poznaj szczegóły oferty

Reklama
Plus Minus
Serial „Fallout” pokazuje Amerykanom, jacy są naprawdę. Bardzo sarkastyczne uniwersum
Materiał Promocyjny
Rekordy sprzedaży i większy magazyn w Duchnicach
Plus Minus
Kataryna: Nawet kolonie dla 60 dzieci są okazją, by wyrazić niechęć do Ukraińców
Plus Minus
Tomasz Terlikowski: Kto szerzy nienawiść do Ukraińców, jest w istocie agentem Putina
Plus Minus
Nieunikniony chaos w sądach. Partyjna logika bierze górę nad dobrem obywateli
Materiał Promocyjny
Dove Self-Esteem: Wsparcie dla nastolatków
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama