Reklama

Łukasz Guza: Etaty dla wszystkich? Co wymusi Bruksela i Lewica

„Mamy to” – napisała dumnie Agnieszka Dziemianowicz-Bąk, ministra rodziny, pracy i polityki społecznej. Ale tworzenie unijnych przepisów, które mogą zrewolucjonizować krajowe rynki pracy, wymaga skuteczniejszej kontroli. Znów zabrakło transparentności.
Agnieszka Dziemianowicz-Bąk

Agnieszka Dziemianowicz-Bąk

Foto: Fotorzepa, Jakub Czermiński

W Brukseli zaakceptowano dyrektywę o pracy platformowej, która może utrudnić samozatrudnienie lub stosowanie umów zleceń i wymuszać – w pewnym zakresie – zastępowanie ich etatami. „Mamy to” – napisała dumnie Agnieszka Dziemianowicz-Bąk, ministra rodziny, pracy i polityki społecznej. Problem w tym, że ani firmy, ani pracownicy nie wiedzą, co dokładnie „mamy”, bo proces tworzenia unijnego prawa w praktyce stał się kompletnie nietransparentny. Urzędnicy w zamkniętych salach, w obcym języku, w kontakcie ze wszechobecnym lobbingiem szlifują kompromisowe przepisy, które trudno potem przekuć na dobre prawo w 27 różnych krajach.

Kto otrzyma umowę o pracę?

Wspomniana dyrektywa może mieć olbrzymie znaczenie dla polskiego rynku pracy. Formalnie dotyczy ochrony zatrudnionych za pośrednictwem platform internetowych typu Uber lub Glovo, czyli np. kurierów i kierowców. Osoby te mają zyskać domniemanie etatu, jeśli ich zatrudnienie spełnia określone warunki wskazane w dyrektywie. Jeśli platforma uważa inaczej, tzn. chce zatrudniać na zlecenie, będzie musiała udowadniać, że zlecane przez nią usługi nie spełniają warunków z dyrektywy.

Czytaj więcej

Bruksela zdecydowała.: Kierowca z aplikacji to też pracownik

W praktyce, w przypadku Polski, skutki mogą być znacznie szersze. Kodeks pracy nie przewiduje bowiem obecnie „twardego” domniemania etatu. Skoro zostanie więc ono wprowadzone wobec jednej grupy zatrudnionych – pracujących poprzez aplikacje internetowe – to niewykluczone, że trzeba będzie nim objąć także wszystkich pozostałych samozatrudnionych i zleceniobiorców (z innych branż). W przeciwnym razie byliby dyskryminowani.

Reklama
Reklama

Być może polski rząd nie wprowadzi przepisów, które wymuszałyby etaty dla wszystkich i całkowicie wyeliminowałyby zlecenia i samozatrudnienie z polskiego rynku. Ale jest to na pewno okazja do zaostrzenia zasad i wymuszenia – w szerszym niż obecnie zakresie – umów o pracę. Tym bardziej że wspomnianą dyrektywę w Polsce będzie wdrażać Ministerstwo Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej, czyli Lewica. Kto wie, czy nie czeka nas znów debata nad tzw. testem dla przedsiębiorcy lub nadaniem nowych uprawnień Państwowej Inspekcji Pracy (aby inspektor pracy mógł przekształcać umowy B2B w etaty).

Co w zasadzie znajdzie się w unijnej dyrektywie

Najgorsze jest jednak to, że nie wiemy, co dokładnie zdecydowano w Brukseli. Przez dwa lata prac nad dyrektywą jej treść zmieniała się diametralnie. Pozostaje wierzyć, że ostatecznie przyjęto przepisy dostosowane do rynków pracy poszczególnych państw UE, nieskażone „nadmiernym” lobbingiem (w tym przypadku potężnych platform internetowych), które da się przełożyć na polskie prawo pracy. I czekać, aż ministra rodziny szerzej wytłumaczy, co dokładnie „mamy”.

Opinie Prawne
Michał Bieniak: Deregulacja, deregulacja i po deregulacji
Materiał Promocyjny
Nowy luksus zaczyna się od rozmowy. Byliśmy w showroomie EXLANTIX w Warszawie
Materiał Promocyjny
Rekordy sprzedaży i większy magazyn w Duchnicach
Opinie Prawne
Robert Gwiazdowski: Kto naprawdę ponosi konsekwencje sporu o sędziów
Opinie Prawne
Bartosz Pilitowski: Jak przeprowadzić tzw. plan B wyborów do KRS
Materiał Promocyjny
Arabia Saudyjska. W krainie gościnności
Opinie Prawne
Stępkowski: Uczniowie mędrca Kalego, czyli rzecz o „legalnych” sędziach SN
Materiał Promocyjny
Dove Self-Esteem: Wsparcie dla nastolatków
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama