Jest jednym z najlepiej zachowanych do naszych czasów przykładów malarstwa niderlandzkiego, bogatym też w intensywne barwy i treści. Swoją opowieść o dziele Memlinga prezentuje teraz Lech Majewski, artysta, który wcześniej już wielokrotnie łączył w swojej twórczości malarstwo i film.
fragment wideofresku z wystawy „Hans Memling. Ultimum Iudicium. Lech Majewski”
- Wielkość dzieła polega na tym, że jest niezgłębialne, można się z nim wielokrotnie spotykać i odkrywać na nowo – wyjaśniał artysta w czasie otwarcia wystawy. – Zapomnieliśmy, niestety, odczytywania znaczenia symboli języka starych mistrzów. A dają głębię, współtworzą tajemnicę. „Sąd Ostateczny” Memlinga jest jednym z takich mających wielką siłę dzieł, do których wciąż się powraca.
Wielkość dzieła polega na tym, że jest niezgłębialne, można się z nim wielokrotnie spotykać i odkrywać na nowo
„Sąd Ostateczny” w drodze
To okazałe dzieło (o wymiarach 224 x 162 cm i dwóch dwustronnych skrzydeł o wymiarach 223,2 x 72,5 cm) namalował niderlandzki artysta Hans Memling między 1467 a 1471 r.. Tryptyk ukazuje wizję dnia Sądu Ostatecznego według Apokalipsy św. Jana. W centralnej, największej części tryptyku, znajduje się Chrystus otoczony 12 Apostołami, Maryją i Janem Chrzcicielem, a poniżej Archanioł Michał waży dusze, rozdzielając zbawionych od potępionych. Ci pierwsi podążają do Królestwa Niebieskiego (od strony widza lewe skrzydło tryptyku), a drudzy (prawe skrzydło), poganiani przez demoniczne, zmierzają ku piekielnym otchłaniom.
fragment wideofresku z wystawy „Hans Memling. Ultimum Iudicium. Lech Majewski”
Dzieło wykonane na desce techniką temperowo-olejną, powstało na zamówienie włoskiego bankiera Angola di Jacopo Taniego i miało zawisnąć w jednym z florenckich kościołów. Ale tak się nie stało, bo podczas transportu na miejsce przeznaczenia w 1473 r., tryptyk stał się łupem gdańskiego kapra, który podarował go Kościołowi Mariackiemu. Kolejne miejsca pobytu wyznaczały zawieruchy dziejowe – był w paryskim Luwrze, Berlinie, Turyngii, leningradzkim Ermitażu. Do Gdańska przyjechał w 1958 r., ale i tu zmieniał lokalizacje.
fragment wideofresku z wystawy „Hans Memling. Ultimum Iudicium. Lech Majewski”
Ożywione dzieło
Obecnie „Sąd Ostateczny” poddawany jest badaniom i pracom konserwatorskim, a ich zakończenie planowane jest na koniec przyszłego 2026 r.. Dla widzów Oddziału Sztuki Dawnej Muzeum Narodowego w Gdańsku, będącego obecnym właścicielem „Sądu Ostatecznego”, to mocno odczuwalny brak, tym bardziej, że wisząca w Kościele Mariackim kopia nie może się równać z oryginałem.
fragment wideofresku z wystawy „Hans Memling. Ultimum Iudicium. Lech Majewski”
Teraz powstała okazja, by zaprezentować dzieło Memlinga zinterpretowane przez współczesnego artystę. Jest nim Lech Majewski, który stworzył wideofresk składający się z trzech części odnoszących się do oryginału. Wizualno-dźwiękowa instalacja jest eksponowana w dawnym kapitularzu klasztoru franciszkanów, stanowiąc udaną, nastrojową scenografię dla tej pracy. Zaproponowane przez Majewskiego trzy części Sądu Ostatecznego mają różną filmową długość – najdłuższa – środkowa trwa ok. 12 minut, pozostałe po 4-5 minut. Pokazywane są równolegle, ale nie są ze sobą zsynchronizowane, nie ma dla nich jednego punktu stycznego w czasie. Kamera zatrzymuje się na niektórych detalach, niektóre fragmenty obrazu przybliża, inne pomija.
Uzupełnieniem jest animacja niektórych gestów (Szymon Padoł). Narracja powstaje w trakcie przesuwania oka kamery – między poszczególnymi częściami nawiązuje się rodzaj dialogu. Efekt wzmacnia pejzaż dźwiękowy skomponowany przez Józefa Skrzeka, w którym słychać i jęki potępionych, i trąby anielskie.
Na taśmie filmowej zarejestrowane zostały także momenty odsłonięcia poszczególnych części „Sądu Ostatecznego”, a także Lech Majewski w czasie rejestrowania materiału.
fragment wideofresku z wystawy „Hans Memling. Ultimum Iudicium. Lech Majewski”
Prowokujący tryptyk
To druga próba tego artysty zmierzenia się z dziełem Memlinga. Na początku lat 2000 nakręcił 9-minutowy wideoart (oryginał znajduje się w zbiorach Metropolitan Modern of Art, kopię posiada MN w Gdańsku), którego bohaterem był także „Sąd Ostateczny”. Wtedy jednak tryptyk otoczony był pleksiglasową ochroną stanowiącą barierę dla kamery.
– Kiedy obejrzałem nagrane sceny infernalne, dostrzegłem, że oglądający odbijali się jedynie w ciemnym Inferno i pomyślałem, że to właściwy komentarz do naszych czasów – opowiadał na wernisażu Lech Majewski.
Czytaj więcej
200 prac, od renesansu po współczesność, i spojrzenie na działalność twórczą kobiet przez ostatnie 500 lat – wystawa „Kwestia kobieca 1550-2025”, k...
Do filmowania tryptyku powrócił w 2020 r. w czasie pandemii, kiedy dzieło zostało wyjęte z dotychczasowego opakowania. Z czterech nakręconych wówczas godzin materiału powstały trzy prezentowane na wystawie części dzieła.
Tak powstała instalacja „Hans Memling. Ultimum Iudicium. Lech Majewski” prezentowana obecnie w gdańskim muzeum.
„Sąd Ostateczny” w teatrze
Dzieło zainspirowało także Agatę Duda Gracz, której „Memling, czyli historia końca świata” miał premierę w gdańskim Teatrze Wybrzeże w październiku tego roku.
Akcja spektaklu toczy się między 1467, a 1471 r., czyli w czasie, gdy powstawał „Sąd Ostateczny”. Dla XV-wiecznej Europy był to czas apokaliptyczny: szalały zarazy, Turcy najechali Konstantynopol, na stosie spalono Joannę d’Arc. Sceniczna historia toczy się w głowie wielkiego rywala Memlinga – brugijskiego malarza Hugona van der Goesa, który w klasztornym szpitalu leczy nadwątlone nerwy. W tym czasie zobaczył też powstające dzieło Memlinga… Te wydarzenia stają się pretekstem do postawienia kluczowych pytań o naszą ludzką kondycję, kondycję artystów, nasze pojmowanie świata, gdy znajduje się na krawędzi.
Ciekawe, że ten rzadko grany spektakl, będzie miał kolejną odsłonę w przełomowym dniu – 31 grudnia o godz. 21.00.