Można w ten sposób podreperować domowy budżet albo po prostu odebrać sobie dzień wolny w innym, dogodniejszym terminie.
Gorzej, jeśli sytuacja nadzwyczajna zamienia się w normę. Gdy pracodawca uważa, że praca ponad regulaminowy czas to wyraz zwykłego zaangażowania, albo gdy w ogóle jakichś ograniczeń czasu pracy nie ma. Gdy szef uważa, że może dzwonić do pracownika o każdej porze dnia i nocy, bo ów pracownik powinien wykazywać pełną gotowość i troskę o sprawy firmy nawet w święta. Jeśli jednak pracodawca przestaje rekompensować godziny nadliczbowe, a protestującym przypomina, że na ich miejsce czeka kolejka chętnych, to wyraźnie przekracza granicę między oczekiwanym poświęceniem dla pracy a wyzyskiem.