Reklama

Samobójcza taktyka PiS

Jak obudzić wrogi elektorat.

Publikacja: 15.12.2015 20:00

Samobójcza taktyka PiS

Foto: AFP

„PO nie ma tak wyśrubowanych i czystych zasad. My jesteśmy z wyższej półki" – mówił przed wyborami Jarosław Kaczyński. Prezydent Andrzej Duda podczas zaprzysiężenia apelował: „Jestem człowiekiem niezłomnym. Budujmy wspólnotę!". Dzisiaj z tych haseł nic nie zostało.

Histeryczne są twierdzenia, że polska demokracja jest zagrożona, wolność jest nam odbierana, a to, co robi PiS, to pełzający zamach stanu. Kiedy jednak u władzy była PO, w podobnym tonie wypowiadał się o jej rządach PiS. Jarosław Kaczyński i inni politycy jego partii, z Andrzejem Dudą na czele, twierdzili: „trzeba działać skutecznie, zagrożona jest nasza demokracja". Organizowali Marsz w Obronie Demokracji i Wolności Mediów, w którym uczestniczyli też dziennikarze wspierający partię Kaczyńskiego, dworujący dzisiaj z głosów niezadowolenia po objęciu władzy przez rząd Beaty Szydło. Dzisiaj wydają się zapominać o swoich równie histerycznych reakcjach. A przecież to było zaledwie rok temu.

Po wyborach okazało się, że zasady PiS nie odbiegają od standardów Platformy. W sprawie Trybunału Konstytucyjnego politycy PO mają usta pełne frazesów. W maju dokonali zamachu na Trybunał, próbując zapewnić sobie wpływ na obsadę pięciu sędziów, którym wygasała w tym roku kadencja. Obniżyli również wymagania dotyczące kandydatów na sędziów. Prawnicy skrytykowali tamtą ustawę.

Co kilka miesięcy później zrobił mający w Sejmie większość PiS? W ekspresowym tempie przegłosował nocą uchwały podważające wybór pięciu sędziów. Na oburzenie opozycji, której PiS w myśl wyższych standardów obiecywał pakiet demokratyczny, Jacek Sasin powiedział: „powołajcie sobie Trybunał Konstytucyjny na uchodźstwie". Prezydent Duda pod osłoną nocy przyjął ślubowanie sędziów wybranych przez PiS w Sejmie. Nawet nie próbowała mediować, znaleźć kompromisu w sytuacji kryzysu konstytucyjnego. Nie próbował, bo sam stał się stroną sporu, za co w przyszłości może odpowiadać przed Trybunałem Stanu.

12 i 13 grudnia odbyły się dwa marsze: jeden w obronie demokracji i Trybunału Konstytucyjnego, drugi z poparciem dla rządu i prezydenta. Andrzej Duda nie zrobił nic, żeby łączyć podzielony naród. Nie zaproponował wspólnego państwowego marszu dla upamiętnienia ofiar stanu wojennego. Nie odciął się od partyjnego marszu organizowanego przez PiS i „Gazetę Polską". Nie chce być prezydentem wszystkich Polaków, jak zapowiadał w kampanii. Chce być prezydentem zwolenników PiS.

Reklama
Reklama

Trzeba przyznać, że głowa państwa wywiązuje się z tego zadania idealnie. Podpisuje wszystko, co rząd podsunie. Zresztą kolejne pilnie projekty nie są wnoszone jako rządowe, lecz poselskie po to, żeby pominąć konsultacje społeczne i Komisję Wspólną Rządu i Samorządu Terytorialnego.

Kolejnym projektem poselskim ma być ustawa o walce z terroryzmem, która pozwoli w dużo większym stopniu kontrolować społeczeństwo, niż miało to miejsce kiedykolwiek po 1989 r. Żeby mieć pełną kontrolę nad państwem, PiS chce zmienić wymiar sprawiedliwości, ustawa o prokuraturze już jest gotowa. Kolejnym krokiem ma być przejecie mediów państwowych i zmiany w mediach prywatnych pod hasłem „repolonizacji".

PiS i prezydent Duda nie doceniają wagi swojego wielkiego zwycięstwa. Członkowie partii Jarosława Kaczyńskiego są przekonani, że skoro Polacy dali im zwycięstwo i większość w parlamencie, to teraz mogą robić, co chcą. I robią. Nie tego jednak chcieli wyborcy PiS, a przynajmniej ich część.

Dzisiaj większość Polaków krytyczne ocenie prezydenta Dudę i premier Szydło. Spada im poparcie w kolejnych sondażach. Większość Polaków uważa też, że demokracja jest zagrożona. Kolejne wydziały prawa wyższych uczelni wyrażają oburzenie na niekonstytucyjne zmiany w Trybunale, których dokonuje rząd z parafką prezydenta.

Wyższe standardy PiS i prezydentura ponad podziałami okazały się mitem. Dzisiaj Jarosław Kaczyński prowadzi PiS i Andrzeja Dudę na rzeź.

Jeśli PiS nie chce stracić władzy, a prezydent nie chce zapisać się w historii jako najbardziej upartyjniony, to głowa państwa musi się wybić na niepodległość, a Kaczyński musi usunąć się w cień, a nie rozpętywać wojnę wszystkich ze wszystkimi.

Reklama
Reklama

Duda stoi przed wyborem „Kaczyński lub społeczeństwo". Szef PiS przed innym: „spokojne rządy Szydło lub własne ego i wojna polsko-polska". Jeśli dokonają złego wyboru, taka prezydentura i rządy PiS obudzą tych, którzy do wyborów nie poszli i prawica szybko do władzy nie wróci.

Polacy zdecydują: ktokolwiek, tylko nie agresywny PiS. Niedobita PO i Nowoczesna Ryszarda Petru tylko na to czekają.

Wydarzenia
Nowy START podpisany
Materiał Promocyjny
AI to test dojrzałości operacyjnej firm
Wydarzenia
USA idą na rękę Rosji
Wydarzenia
Szpiegu, szpiegu, chodź na tortury!
Wydarzenia
Poznaliśmy nazwiska laureatów konkursu T-Mobile Voice Impact Award!
Materiał Promocyjny
ROP na zakręcie. Bez kompromisu się nie uda
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama