Reklama

Ukraińscy politycy: Polska nie będzie nas pouczać

Polscy osadnicy traktowali moich rodziców jak bydło – oświadczył w Kijowie były prezydent Ukrainy Leonid Krawczuk.

Aktualizacja: 27.02.2018 12:13 Publikacja: 26.02.2018 17:57

Leonid Krawczuk prezydent Ukrainy (1991–1994)

Leonid Krawczuk prezydent Ukrainy (1991–1994)

Foto: Fotorzepa, Robert Gardziński

Rusłan Szoszyn z Kijowa

– Ukraina i Polska są suwerennymi krajami i nie może być tak, że jedna strona jest nauczycielem i traktuje drugą stronę jako ucznia. Mówią, co Ukraina ma robić. Kogo uważać, a kogo nie uważać za bohaterów. Urodziłem się na Ukrainie, ale wtedy to było terytorium Polski. Mojego ojca i matkę, którzy pracowali dla polskich osadników, traktowano jak chamów i bydło – w ten sposób w obecności kamer prawie wszystkich ukraińskich stacji telewizyjnych pierwszy prezydent Ukrainy Leonid Krawczuk odpowiedział na pytanie „Rzeczpospolitej" dotyczące sposobów poprawy relacji polsko-ukraińskich.

– Cieszyliśmy się i uważaliśmy Polskę za przewodnika, ale Polska przyzwyczaiła się być nauczycielem. Jeżeli Warszawa chce mieć z Kijowem dobre relację, powinny one być równoprawne. Polska nie może decydować o naszej wewnętrznej i zagranicznej polityce – stwierdził.

Swoją wizję poprawy stosunków polsko-ukraińskich przedstawił również były ukraiński prezydent i lider pomarańczowej rewolucji Wiktor Juszczenko. Stwierdził, że „po wieloletnich staraniach politycznych na rzecz porozumienia polska strona wyciąga Ukrainie wydarzenia z 1943 roku". Tymczasem to właśnie Juszczenko otworzył puszkę Pandory, nadając tuż przed swoim odejściem w 2010 roku tytuł Bohatera Ukrainy Stepanowi Banderze i Romanowi Szuchewyczowi, liderom OUN i UPA, odpowiadających za ludobójstwo na Wołyniu.

– Dopóki politycy zajmują się obliczaniem dusz zmarłych i porównywaniem przelanych litrów krwi, nigdy tej dyskusji nie zakończymy. Powinniśmy wychodzić z fundamentalnego założenia „wybaczamy i prosimy o wybaczenie", do którego doszliśmy wcześniej. Żadna ze stron nie powinna przeprowadzać rewizji tamtych wydarzeń – stwierdził Juszczenko.

Reklama
Reklama

Odmienne wizje historii

Emocjonalne wypowiedzi byłych ukraińskich przywódców padły podczas konferencji, zorganizowanej przez prezydencki Instytut Badań Strategicznych i kijowskie Międzynarodowe Centrum Badań Bałtycko-Czarnomorskich. Historię o „polskich osadnikach" usłyszeli obecni na sali byli prezydenci: Łotwy, Rumunii, Mołdawii, pierwszy przywódca niepodległej Białorusi Stanisław Szuszkiewicz oraz Giennadij Burbulis, niegdyś najbliższy współpracownik byłego prezydenta Rosji Borysa Jelcyna.

Tematem piątkowej kijowskiej konferencji była współpraca państw regionu bałtycko-czarnomorskiego, a jej uczestnicy, w pierwszej kolejności byli ukraińscy przywódcy, nawoływali do solidarności w obliczu aneksji Krymu i trwającej w Donbasie agresji Rosji. Dzień wcześniej byłych przywódców państw regionu gościł prezydent Ukrainy Petro Poroszenko.

Organizatorzy konferencji mówią, że na Ukrainę był zaproszony prezydent Aleksander Kwaśniewski, ale miał w tym czasie „inne obowiązki służbowe". A to właśnie za jego prezydentury polsko-ukraiński dialog historyczny miał się chyba najlepiej. To ówczesny prezydent Ukrainy Leonid Kuczma i Kwaśniewski w maju 1997 roku podpisali wspólne oświadczenie: „O porozumieniu i pojednaniu". To dzięki tej współpracy po latach sporów w 2005 roku doszło do otwarcia Cmentarza Orląt we Lwowie. Tymczasem dziesięć lat później (w kwietniu 2015 roku), tuż po wystąpieniu w ukraińskim parlamencie prezydenta Bronisława Komorowskiego Rada Najwyższa przyjęła uchwałę uznającą za „bojowników o wolność i niezależność Ukrainy" między innymi członków Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów i Ukraińskiej Powstańczej Armii. Od dwóch lat na mapie Kijowa widnieje aleja Bandery.

– My mamy swoją historię, a Polacy swoją – tłumaczył w piątek Juszczenko.

Zakaz ekshumacji

Były ambasador RP w Kijowie Jacek Kluczkowski przyznaje, że najbardziej w relacje polsko-ukraińskie uderzył prowadzony przez Kijów w ubiegłym roku zakaz prac ekshumacyjnych m.in. na Wołyniu. – To niefortunne i niezasadne zawieszenie jest jedną z głównych przyczyn zaostrzenia naszych relacji dyplomatycznych – mówi „Rzeczpospolitej" Kluczkowski.

Sytuację podczas piątkowej konferencji próbował rozładować Leonid Kuczma, który stwierdził, że poprawa relacji polsko-ukraińskich „na 90 proc. zależy od przywódców Polski i Ukrainy". Co więcej, zasugerował potrzebę zmiany szefa ukraińskiego IPN. Jest nim obecnie prof. Wołodymyr Wiatrowych, który nie kryje swoich nacjonalistycznych poglądów i osobiście przyczynił się do wprowadzenia zakazu prac ekshumacyjnych na Ukrainie.

Reklama
Reklama

Wiceprezes IPN prof. Krzysztof Szwagrzyk twierdzi, że sprawa ta nie ruszyła z miejsca. – Wprowadzony przez Ukrainę zakaz wciąż obowiązuje. Nie mamy możliwości prowadzenia tam żadnych prac poszukiwawczych – mówi „Rzeczpospolitej" Szwagrzyk. Przyznaje, że rozmowy z ukraińskim IPN utknęły w ślepym zaułku.

– Nie ma możliwości prowadzenia rozmów w sytuacji, kiedy strona ukraińska uzależnia wydanie zgody na poszukiwania od tego, że w Polsce zostaną odtworzone nielegalne upamiętnienia. Strona ukraińska ciągle się odwołuje do przykładu Hruszowic (pomnik UPA rozebrany w ubiegłym roku). Było to zupełnie nielegalne upamiętnienie. W tym miejscu nie ma żadnych szczątków, a pomnik został postawiony wyłącznie po to, by uhonorować UPA. To nie jest do przyjęcia – dodaje.

Polityka
Rosja twierdzi, że Ukraina ma otrzymać broń atomową. Padają groźby
Polityka
Amerykanie mają wątpliwości co do sprawności intelektualnej Donalda Trumpa
Polityka
Gen. Walerij Załużny zaatakował Wołodymyra Zełenskiego. Rozpoczął kampanię wyborczą?
Polityka
Polska wchodzi do gospodarczej elity Europy. Hiszpania jest już za nami
Materiał Promocyjny
Dove Self-Esteem: Wsparcie dla nastolatków
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama