Korespondencja z Eugene
Kiełbasińska biła tego lata rekordy życiowe. Szybsze od niej w dziejach polskiego biegu na 400 metrów są tylko Irena Szewińska oraz koleżanka z zespołu Natalia Kaczmarek. Rywalizację w sztafecie mieszanej weźmie jednak tylko ta ostatnia. Kiełbasińskiej nie było w eliminacjach i nie będzie w finale, choć oba biegi odbywają się tego samego dnia.
Kwestia złożenia składu mogła kosztować trenerów Aleksandra Matusińskiego i Marka Rożeja bezsenną noc. Zgodnie z wytycznymi World Athletics między eliminacjami a finałem można w sztafecie dokonać tylko jednej zmiany, a każda z trzech najszybszych Polek - obok Kaczmarek i Kiełbasińskiej to także Justyna Święty-Ersetic - wolałaby biegać raz. Tak, jak podczas igrzysk w Tokio, gdzie zdobyliśmy w tej konkurencji sensacyjne złoto, ale zmian mogło być wówczas więcej.
Trenerzy nie byli w stanie zadowolić wszystkich, więc uznali, że najlepiej, jeśli rano i wieczorem pobiegnie Kiełbasińska. Jej zdaniem umowa była inna. - W dwóch rozmowach pomiędzy mną a trenerem kadry zostałam poinformowana oraz zapewniona, że wystawi mnie tylko w finale. Powiedział, żebym przekazała tę informację swojemu trenerowi - wyjaśnia.
Podkreśla też, że sztab szkoleniowy dopiero dzień przed startem dowiedział się, że między eliminacjami i finałem będzie możliwa jedna zmiana. A nie, jak w Tokio, dwie. Sama miała wiedzieć o tym od dwóch tygodni, co podkreśla w oświadczeniu, które przekazała dziennikarzom. Jednocześnie jeszcze w czwartek mówiła jednak Polskiej Agencji Prasowej, że podczas sztafety mieszanej „trenerzy będą mocno szachować składami, zwłaszcza w eliminacjach”.